Siedzimy w
jadalni przy okrągłym stole. Oficjalnie nie możemy rozmawiać po Polsku przy
stole. Nieoficjalnie, rozmawiamy codziennie. Rozmowy o kościele, księżach,
kongregacji, kotach, indykach, a odkąd jest z nami ksiądz Francisco, także o
tym czy Papież sam sobie wybrał kardynałów i czy powinien przejść na emeryturę,
nas jakoś nie wciągają.
Na prawo ksiądz
Alci. A raczej Alcybiades Ramos. A dla nas po prostu „dziadek Alci”. Wieloletni
dyrektor na emeryturze. Odsunięty od obowiązków przez nowego wikarego.
Apodyktyczny i bardzo złośliwy. Na szczęście polubił wolontariuszki i podobno
zawsze staje w naszej obronie.
Obok niego pan
Witulas. Brat zakonny. Ma 75 lat i 12 lat doświadczenia w Bosconii. Chodzi
swoimi drogami. Pracuje w warsztacie konstrukcji metalicznych. Mało mówi. Ale
jak to powiedziała nam Alicja: „mało mówi, ale jak już się odezwie to wszyscy
się śmieją”. Zawsze się spóźnia i
zaczyna dużo mówić, kiedy tylko jest okazja do wypicia lampki wina, czy piwa.
Brat Osbel. Nowy
odpowiedzialny za duszpasterstwo w Bosconii. Cuzceño. Rysy iście goralskie. Kiedyś nasz wielki sprzymierzeniec. Ale awanse
zmieniają ludzi. Teraz utrzymujemy kontakty co najwyżej służbowe. Najczęściej
po prostu się kłócimy lub powiedzmy łagodniej- zwykle mamy inną wizję…
wszystkiego. Formacja młodzieży to dla nas coś więcej niż spotkanie organizacyjne. A
pompka do piłek potrzebna nam jest w oratorium, a nie w jego biurze. Poza tym
wieczne kłótnie o obecność Salezjanina w oratorium salezjańskim i milion innych
spraw. Natomiast kiedy tylko się nie sprzeczamy, jest uśmiechnięty i nadzwyczaj milusi.
Po mojej lewej
Doris, a dalej brat Raul. Dyrektor od spraw nauczania w szkole technicznej i
były odpowiedzialny za duszpasterstwo. W zgromadzeniu już 15 lat, ale nadal nie
dopuszczony do diakonatu, co czyni z niego obiekt żartów kolegów ze
zgromadzenia. Wiecznie siedzący w swoim biurze przy komputerze, poważny
dyrektor. Jedynie przy młodzieży przygotowującej się do bierzmowania przemienia
się w salezjanina z prawdziwego zdarzenia, z gitarą w ręku i czapeczce z
daszkiem. Przy stole jako jedyny prowadzi konwersacje z nowoprzybyłym księdzem
Francisco. Ma cierpliwość, której zabrakło juz wszystkim.
Ostatni, który zawitał do Bosconii to ksiądz Francisco Baccarello. Włoch,
emerytowany misjonarz. Aktualnie pełniący obowiązki dyrektora pod nieobecność
księdza Piotra. Lekko niedosłyszący, co powoduje, że WSPÓLNE odmówienie
nieszporów lub różańca we wspólnocie jest niemożliwe. Doris stwierdziła
ostatnio, że sposób odmawiania różańca, jest kwintesencją tej wspólnoty. Racja.
Każdy sobie. Ksiądz Francisco, jakby się
śpieszył na kolacje. Ja jestem na 3 zdrowaśce, a on już kończy. Na kolacje je
same owoce i warzywa, stale wyjadając pani kucharce owoce przyszykowane na sok
poranny. Konwersacje, które prowadzi z bratem Raulem, zwykle dotyczą kościoła.
Czyta książki historyczne i wiecznie wygłasza teorie dotyczące tego, czy jakaś
sytuacja opisana w Piśmie Świętym jest historycznie udowodniona czy nie. Nie
lubi Ojca świętego, więc nigdy nie hamuje się przed niepochlebnymi komentarzami
na jego temat. Kobiety uważa za głupsze i nie wdaje się z nimi w konwersacje, z
czego korzystamy z radością.

W takim składzie spędzamy poranki, południa i wieczory. Śniadanie każdy je
w pośpiechu, biegnąc do swoich zajęć. Obiad trwa już ok 45 min i nie można
odejść od stołu, póki wszyscy nie skończą. Kolacja to kolejne 45 min. Bywało i
dłużej.
Po kilku miesiacach zycia w tej zwariowanej wspolnocie moge pogratulowac wszystkim osobom zakonnym. Taka ¨przydzielana odgornie¨ rodzinka moze czasem przyprawic o bol glowy!!:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz